Walizka na podróż życia

Pięknego kwietniowego dnia do pachnącej cynamonem i jabłkami kuchni niespodziewanie wpadła Marcela krzycząc:
– Mam fantastyczne wiadomości! Gosia za pana męża się wydaje!
– Wspaniale! – zakrzyknęłam byłam w odpowiedzi na tę wieść fantastyczną. – A kiedy?
– Za kilka dni. I wszyscy jesteśmy zaproszeni na ślub. Czasu mamy mało, a trzeba coś przygotować.
– Zrzutkę zrobimy, ale pomysłu brak na co. Młoda nie chce wałka do ciasta, blendera też nie, kwiatów nic a nic, ale los totolotka chętnie przyjmie.
Mówiąc to wszystko Cela myszkowała po kuchennych szafkach herbatę sobie przygotowując.
– Musisz coś wymyślić – jej głos zadudnił z głębi szafki z filiżankami – coś z jajem.
– No masz – zasępiłam się – chcesz, bym na poczekaniu wymyśliła coś z jajem, bez wałka, blendera i kwiatów, za to z losem totolotka?
– Ależ oczywiiiiście – moja rozmówczyni zaciągnęła śpiewnie lejąc wrzątek do filiżanki i nosem wciągając zapach piekącego się jabłkowego deseru. – Przecież wiesz, że jeśli szybko nie rzucimy jakiejś propozycji, to każdy przyniesie po losie i po sprawdzeniu ich wartości w czasie najbliższego losowania, nic nie zostanie. A prezent musi być też na później. Może być skromny, ale musi dać się zatrzymać w ramach choćby sentymentalnej pamiątki. O!
– Nie każdy jest sentymentalny i przechowuje pamiątki – odrzekłam w pamięci mając mnogość durnostrojek porozstawianych fantazyjnie u Celi, która właśnie kroiła gruby plaster cytryny mówiąc dalej:
– Myślałam o fajnej śwince skarbonce z losami i złociszami na szczęście, ale jedyne świnki jakie znalazłam miały napis „Na kochankę”. To chyba byłaby przesada, gdybyśmy sprezentowali im coś takiego, prawda?
– Och jaaasne! Co innego, gdyby napis głosił: „Na kochanka”! – zachichotałam.
Marcela upiła łyk herbaty, wyszczerzyła ząbki w uśmiechu rozbawionej łasicy i spytała:
– I co zrobimy?
– Zrobimy rekonesans po sklepach i będziemy improwizować – rzekłam z uśmiechem, po czym lotem ślizgowym pomknęłam po buty, torebkę i inne przedmioty, bez których jako typowa kobieta raczej nie wychodzę.
Godzinę później buszowałyśmy po wnętrzach sklepów towar macając i natchnienia na nietuzinkowy prezent w ogromnym podnieceniu szukając. Po kolejnej godzinie – z nieco mniejszym już zapałem – nadal poznawałyśmy różnorodność oferty handlowej. Wraz z upływem trzeciej godziny podniecenie przerodziło się w upór, a ten z kolei przeszedł w urażoną ambicję, by znaleźć coś nietypowego z jajem i losami, ale bez wałka, blendera i kwiatów. Po trzech godzinach poszukiwań, mnogość warunków do spełnienia zaczęła ciążyć i mało brakowało, a przeoczyłabym przedmiot, który stał się zalążkiem prezentowego pomysłu.

pomysł na prezent ślubny

Na jednej ze sklepowych półek wypatrzyłam walizkę. Stała wciśnięta w kąt, jakby zapomniana, a widok jej wywołał u mnie efekt podobny do tego, który zaobserwować można u Pomysłowego Dobromira. Pamiętacie go? Sympatyczny chłopak, z piegami i miną słodziaka, któremu w chwilach twórczego myślenia podskakuje na czubku głowy kulka, po czym następuje radosny okrzyk „Juchuuuu!”! Ze mną było podobnie. Gdy tylko udało mi się wyciągnąć wspomnianą walizkę z kąta, poczułam podskakującą kulkę, krzyknęłam „Juchuuuu!” i pognałam w kierunku Celi, której czubek głowy wystawał z wielkiego kosza z durnostojkami.
– Cela! Cela! Mam! Eureka!
– Co? Co? – Marcela uniosła zamglony durnostojkami lekko błędny wzrok rozglądając się na boki jak nie przymierzając struś, który głowę z piasku właśnie wyjął. – Masz coś? O, a to co? Walizka?
– Oczywiście! To jest walizka na podróż życia!
Wzrok Celi skupił się na pokazywanym przedmiocie. Jego właścicielka uniosła lewą brew i spojrzała na mnie uważniej.
– Na podróż życia? – spytała dość niepewnie.
– Właśnie tak. Przecież wiesz, że Gosia lubi podróżować. Jej mężczyzna również. Często jeżdżą na wspólne piesze wyprawy i wycieczki rowerowe. A za kilka dni wybiorą się w bardzo długą, wspólną podróż na resztę życia.
– Ale tak walizkę tylko? – Cela wzięła ją do ręki i zaczęła oglądać ze wszystkich stron. – Bardzo ładna, ale…
– Się nie bój nic. Dobrze będzie. Chodź. Gdzieś tam jest kasa – złapałam walizkę, połę sweterka Celi i mrucząc – zostaw te durnostojki! – poszybowałam do kasy na skrzydłach TFUrczego uduchowienia.
Następnie przyszła kolej na telefony do reszty osób z grona zaproszonych. Każdy zapoznał się z propozycją i wniósł swój wkład w prezent kontent, że mimo pierwotnego braku pomysłu, Młodzi dostaną coś z jajem, bez wałka, blendera i kwiatów, ale za to z losami totolotka. A w przeddzień (a będąc bardziej szczegółową – w przedwieczór) wielkiego wydarzenia, Cela i ja zasiadłyśmy do czynności, której efektem był ślubny prezent, a która w dużej mierze na „świstakowaniu” (czyli tym razem na zwijaniu w ruloniki z tasiemkami) i babskich pogaduchach polegała.

I tak oto w pięknych okolicznościach wieczornych powstała walizka na podróż życia wyposażona w prowiant (czyli odrobinę słodyczy na co dzień i od święta),

niezbędniki (czyli zwinięte w ruloniki i spięte kokardkami losy totolotka, bony mennicy państwowej oraz życzenia tego, czego naszym zdaniem w podróży Młodym nigdy zabraknąć nie powinno)

oraz małą świnkę skarbonkę (bez wzmiankowania o kochance lub kochanku, ale za to z grosikami na szczęście, by tradycji społecznej oraz przesądom odpór dać).

A później ślub był i Młodzi piękni tacy przy życzeniach serdecznych prezent dostali, a że Młoda zaglądać tu czasem lubi rzeknę: i byli szczęśliwi i długo żyli!
Szczęśliwej podróży Kochani!

19 komentarzy do “Walizka na podróż życia

  1. Brujita

    A już spać miałam… ledwo na oczka patrzyłam a tu… wpis od Ciebie…
    No to… przeprosiłam Venus, która już na łóżku gotowa do spania czeka na swój chodzący podgłówek i… zaczytałam się, uśmiałam, spać mi się odechciało przy tej okazji ;-)))
    Pomysł na prezent miałaś bombowy… Walizka super się prezentuje…piękna jest po prostu…
    Cieplutko pozdrawiam idę obrażoną Venus utulić.. niech się kocie wyśpi co ona biedna, że jej pani tak lubi Twoje wpisy i tak długo na ten dzisiejszy czekać musiała ;-)))

    Odpowiedz
  2. Cathe

    Rewelacja!! A taki prowiant (jak mniemam, słodki) sama bym chciała dostać na drogę..;)
    Dzięki za odwiedziny:)
    Pozdrawiam serdecznie
    jako blondynko-brunetka;)))

    Odpowiedz
  3. Grażyna

    Piękna, subtelna i oryginalny prezent, ale jak młodzi niesztampowi to i prezenty oryginalne ażby się chciało znów wziąć śluby a włożyć do takiej można tysiące fajnych rzeczy. Cudnie!

    Odpowiedz
  4. Kaprys

    Kochana walizeczka jest niesamowita w wyglądzie i przesłaniu jakie z sobą niesie !!!
    Zawartość prezentuje się bardzo ekscytująco !!!!
    Pozdrawiamg gorąco Agnieszka

    Odpowiedz
  5. Mira

    Wow!!!!!! Niesamowita jesteś, wiesz? Przecież to najlepszy prezent jaki mogliście podarować (no oczywiście po wałku, ale już trudno …).
    Zazdroszczę inwencji, kreatywności i talentu…nieustannie zresztą.

    Odpowiedz
  6. Dobre Czasy

    Witam Ciebie bardzo wiosennie.Miło i przytulnie i bardzo pomysłowo tutaj-podoba mi się więc zostaję i rozgoszczę się na dłużej.Pozdrawiam i zapraszam w odwiedziny do Dobrych Czasów.Jola

    Odpowiedz
  7. OxiGra

    Nie do wiary, po prostu nie wierzę, że tyle czasu mnie tu nie było!! Ale to ma swoje dobre strony – dostałam sporą porcję świetnego tekstu i ekstra pomysłów :)
    Walizką rozłożyłaś mnie na łopatki…genialny prezent!!! We wrześniu mam ślub w rodzinie i jeśli pozwolisz wykorzystam pomysł(tylko pomysł!!) na „walizkę na podróż życia”

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *