Raptularz Palmette

czyli jak zostałam blogerką

obraz pocałunek

Pewnego zimowego wieczoru trzy zaprzyjaźnione sąsiadki Marcela, Łucja i Matylda, postanowiły pomóc mi w uporządkowaniu pudeł z przyborami malarskimi zalegającymi w mojej pracowni. Rejwach był przy tym niepomierny, bo pracownia mała, pomocnice ruchliwe i gadatliwe w sposób zdecydowanie przewyższający „paszczowe” umiejętności piszącej.
W tym ogólnie panującym zamęcie Lusia dorwała się do obrazów ustawionych za dużą sztalugą. Chwilę je oglądała, po czym rzekła:
– Jak to się dzieje, ze większości z tych prac nie widziałam? Czyżbyś malowała do tak zwanej szuflady?
– Malowanej szuflady? – Spytała Cela. – Żadnej malowanej tu nie widzę.
– Nie o szufladę, a o malowanie chodzi – Lusia odsłoniła następny obraz. – Tak sobie myślę, że Kasia powinna wernisaż zorganizować.
– Mam znajomą, która chętnie pomoże – odezwała się Tydzia. – Pracuje w naszym ośrodku kultury. Chętnie pomaga w promocji prac artystów tworzących w okolicy.
– Ale ja artystką nie jestem – rzekłam.
– Że jak? – Marcela spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem. – A kim w takim razie jesteś?
– Osobą, która lubi aktywnie spędzać czas.
– To zacznij sport uprawiać i nogami zamiast pędzlami machać – skomentowała Lusia szczerząc zęby.
– Jeśli nie chcesz wernisażu, – odezwała się Tydzia nurkująca w kolejnym kartonie – to chociaż bloga zacznij pisać.
– O, tak. Blogaska – Cela uśmiechnęła się błogo – takiego z różowościami, kwiecistościami i koronusiami. Zaglądam do kilku takich słodkaśnych blogasków. Mówię Ci, śliczności.
– Ale ja nie chcę słodkościowych koronusi…
– No to sobie machnij metalowe tło i ćwieki – kreatywnie zagaiła Lusia. – Bylebyś w końcu wylazła z szuflady, bo to wbrew i w ogóle.
– I nie dżazy – dodała Tydzia.
– Ja tam wolę koronusie – nie odpuszczała Cela.
– To ja idę wykupić domenę – odezwał się nagle Małżowinek zza uchylonych drzwi.
– Że jak?..
– Nazwa Ci jakaś potrzebna – trzeźwo zauważyła Tydzia.
– Może Blogasek malarski? – zaproponowała Cela.
– Się weź i sama zblogaskuj – warknęła Lusia.
– Ale jak to, pisać mam zacząć? I to w sieci?
– No a co? Z duchem czasu idź, pamiętnik sobie załóż. Taki onlajnowy – rzekła Tydzia.
– Chyba raptularz jakiś – mruknęłam.
– A niech będzie i raptularz. Byle kasiowy. W ostateczności możesz sobie tworzyć pod nikiem, jeśli tak ci będzie lepiej. – skomentowała Tydzia.
– Blogaskowym – rzekła Cela.
– Się weź i ….
– Wiem – przerwałam Lusi – palmetkowy on będzie.
– Że jak? – Spytała Cela.
– Że palmowy i grecki. No wiesz – tu Tydzia sięgnęła po jeden z moich szkiców i podała go Celi – od tych esów floresów, które z taką radością Kasia wymalowuje w wolnych chwilach.
– Nie esów, tylko ornamentów. Z liśćmi palmowymi na dokładkę.
– Na dokładkę to kawę zapodaj, bo ta zołza – tu Lusia machnęła ręką w kierunku Celi – wszystko wyżłopała.
No to poszłam po kawę na dokładkę. A że tu kawy zapodać nie mogę, w ramach dokładki do dzisiejszego wpisu zamieszczam zdjęcie obrazu wzorowanego na „Pocałunku” Klimta, który namalowałam na prośbę mojej siostry.

2 komentarzy do “Raptularz Palmette

  1. Jagoda

    Ha ha :) Cudnie piszesz, zupełnie jakbym czytała książkę. A obraz fajny. Nie ustępuje oryginałowi ;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *