Projekt ogrodu

czyli co wybrałam jako towarzystwo dla iglaków

róża pnąca Elmshorn

Nadszedł czas na napisanie kilku słów na temat roślin, które wybrałam jako towarzystwo dla iglaków królujących w naszym ogrodzie za tujami.
Oczywiście wybór wcale nie był łatwy i poprzedziły go godziny czytania poradników, spora ilość kłótni z Lusią i narad z Beatrycze, która w naszym sąsiedzkim świecie jest chodzącą encyklopedią ogrodniczą. Projektów zrobiłam kilkanaście, każdy w czterech lub pięciu wersjach, z których po dwóch miesiącach i poprawkach, których ilości nawet nie chcę zliczać, wyłonił się gotowy plan ogrodu uwzględniający następujące rośliny:

  • dwa klony, magnolię, żywotniki, jałowce, perukowce podolskie, kalinę koralową, lilaki ogrodowe i mahonię rosnące już w naszym ogrodzie,
  • różaneczniki i azalie, które mimo złego stanowiska jeszcze żyją i które bezwarunkowo należy przesadzić,
  • hortensje ogrodowe i bukietowe,
  • tawuły japońskie,
  • róże pnące,
  • hosty i paprocie,
  • oraz – jako element zaskoczenia – jedna kępa różowego łubinu dobranego odcieniem do kwiatów róży burbońskiej.

O ten łubin pokłóciłam się Lusią. Wpadła któregoś dnia i widząc, że zamierzam pozostawić kępę łubinu ogrodowego, który rósł przy różanej pergoli, o mały włos nie trzepnęła mnie trzymaną w dłoni podstawką od filiżanki z kawą.
– Zwariowałaś? Łubin przy różach?
– A dlaczego nie? Będzie element zaskoczenia.
– Nooo na peeewno. Normalny człowiek spodziewałby się raczej zobaczyć tu lawendę.
– No to powiedzmy, że ja jestem normalna inaczej i nie chcę lawendy.
– Rozsieje ci się – mruknęła Lusia – zobaczysz, będzie plagą egipską.
– Aktualnie za plagę egipską w naszym ogrodzie robi pigwowiec japoński do spółki z bluszczem. Puszcza kłącza jak wariat i wciąż muszę go wyciągać z trawnika… Pójdzie do kosza. Obiecałam to sobie. A łubin będę ciąć nim zdąży zawiązać nasiona.
– No wiesz? A owoce?
– Jakie owoce? Łubinu?
– Nie, pigwowca, na pigwówkę na przykład – zamruczała Lusia z dziwnie rozmarzona miną.
– Jakie owoce? Lusia, to cholerstwo miało jeden, słownie jeden, owoc w ciągu sześciu lat. Z pigwowcem wooonnn – zanuciłam.
– I won z bylinami? – Lusia spojrzała na mnie z niedowierzaniem w oczach. – Naprawdę pozbędziesz się bylin?
– Tak, oprócz host, floksa szydlastego i tej jednej kępy łubinu oczywiście.
– Nie wierzę. Na pewno będzie Ci żal.
– Będzie Lusiu, będzie. Ale muszę pamiętać o głównym celu ogrodowych zmian. Mam być w stanie należycie zadbać o ten ogród.
– A mi szkoda tych roślinek.
– To może weźmiesz je do siebie? Chętnie ci je oddam.
– Co? Do siebie? Eeee nieeee. – Mina Lusi wyrażała coś pomiędzy zdegustowaniem, a lekkim przerażeniem. – Wiesz, ile jest z nimi problemów? Co chwila coś się rozsiewa, coś ginie i trzeba sadzić nowe i zawsze jest coś do przesadzenia i opielenia. Nieee, dziękuję.

Od powyższej rozmowy minęły dwa miesiące. Ogrodowa rewolucja trwa, więc mogę pokazać Wam pierwsze jej efekty. A żeby nawiązać do wątku powyżej, jako pierwszy przedstawiam Wam element łubinowego zaskoczenia.

łubin ogrodowy i róża pnąca Bourbon Louise Odier

Różowy łubin ogrodowy rośnie obok róży Bourbon Louise Odier, którą posadziłam w miejsce przemarzłej do cna Golden Showers.

róża pnąca Bourbon Louise Odier

Drugą część pergoli porastają róże posadzone przeze mnie w 2015 roku:

róża pnąca New Dawn

New Dawn,

róża pnąca Etiuda

Etiuda,

róża pnąca Elmshorn

Elmshorn

róża pnąca Ghislaine de Feligonde

oraz Ghislaine de Feligonhde.

Rosarium straciła trochę listków w czasie majowych przymrozków, ale mam nadzieję, że odpowiednio zasilona, szybko nadrobi straty.

pergola z różami pnącymi

Na skarpie koło domu, którą widać w tle, posadziłam hortensje bukietowe w odmianie Vanille Fraise i Pinky Winky.

W innym miejscu na skarpie, po wykopanej juce ogrodowej, posadziłam małe sadzonki host odzyskane z mniej przyjaznego dla nich miejsca w ogrodzie. Do wysypania wolnej przestrzeni między roślinami zamiast kory użyłam igliwia będącego efektem cięcia kształtującego iglaków porastających przydomową skarpę. Do tej pory wyrzucałam je wraz z innymi zielonymi odpadami. Jeśli pomysł okaże się dobry – czyli nie zaszkodzi hostom, to w przyszłości spróbuję wykorzystać igliwie i małe gałązki do ściółkowania ziemi na większą skalę.

hosty i gailardia Mesa Yellow

Obok host rośnie gailardia Mesa Yellow, którą oszczędziłam na błagalne prośby Lusi.

Juki ogrodowe wprowadziłam do naszego ogrodu kilka lat temu i nie był to dobry pomysł. Z powodu sztywnych, kłujących i mogących przeciąć skórę liści (które więdną od spodu i trzeba wycinać) oraz mszyc lubiących oblepiać kwiaty, juka była ciężka w obsłudze. Na dodatek jej kłącza powrastały głęboko w grunt tak silne, że wyjmując drugą z kolei sztukę połamałam widły. Małżowinek uśmiał się serdecznie, bo przecież jestem przedstawicielką słabej płci, delikatną i wrażliwą z założenia… Ale mimo śmiechu przejął się brakiem jednego z podstawowych narzędzi w ogrodzie i kupił nowy egzemplarz. Tego samego dnia śmiał się jeszcze raz z delikatności, wrażliwości i słabości kobiecej, gdyż niespełna godzinę po jego powrocie ze sklepu ogrodniczego zadzwoniła Bea z informacją, że właśnie złamała łopatę i w ramach pocieszajki wprasza się na kawę.

Wracając do pustego miejsca po drugiej juce – posadziłam tam hosty i paproć ogrodową.

hosty i paproć ogrodowa

Na tym kończę dzisiejszy wpis. O reszcie ogrodowych zmian napiszę niebawem. Życzę Wam udanego i pogodnego dnia. :)

18 komentarzy do “Projekt ogrodu

  1. Aga

    Fajnie się czyta te wasze rozmowy. Naprawdę jak książkę. Ja nie wiem, co powinno być gdzie posadzone. Mam swój mały ogród na balkonie, ale sadzę tam co się da. Nawet jak mama mówi, że to nie nadaje się na balkon, ja i tak to sadzę. No i rośnie…przeważnie. hehehe
    Pięknie tam masz, pergola z różami jest boska. Uwielbiam pergole. Dodają magii ogrodom.

    Miłego dnia. :*

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Miło mi Ago. :) Z tym miejscem dla roślin i wiedzą jest różnie. Czasami wiadomo, co gdzie powinno być posadzone, ale efektów i tak nie ma. Czasem jest tak, jak piszesz – miejsce teoretycznie niezbyt dobre, a roślina rośnie jak na drożdżach. :) I to jest jawny dowód na to, że praktyka i teoria nie zawsze chodzą pod rękę. ;) Pozdrawiam ciepło

  2. Ewa

    Cudnie piszesz! Ja też się uśmiałam. :))
    Idziesz jak burza …ogrodowa. ;)
    Ja też lubię łubin, choć na wpół chwast. ;) Ale można ściąć przed zawiązaniem nasion i po sprawie.
    Uściski

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Otóż to. Jak się chce, to zawsze znajdzie się metodę. ;)
      Cieszę się, że i Tobie mój tekst przyniósł dodatkową porcję uśmiechu. :)

    1. Palmette Autor wpisu

      O ucinaniu przekwitłych kwiatostanów łubinu w celu ograniczenia samowolnego rozsiewania się dowiedziałam się od rodziców. Widoczny na zdjęciu łubinu dostałam właśnie od nich. Przyznam, że sadząc go rok temu nie wiedziałam, czy przetrwa zimę i czy dobrze poczuje się w ciężkiej glebie. Okazało się, że dzięki głębokiemu zakorzenieniu ładnie odbił na wiosnę i dość dobrze znosi gliniastą ziemię. Aktualnie kończy pierwsze kwitnienie. Drugie kwitnienie zapewni mu właśnie cięcie no i dokarmianie go odżywką rzecz jasna. :)

  3. Mira

    Już jest pięknie, więc się trochę boję, czy znajdę odpowiednie przymiotniki by skomentować późniejsze warianty. Jakoś byłam spokojna o końcowy efekt, z Twoją precyzją, konsekwencją i zacięciem nie mogło nie wyjść.
    Najbardziej zazdroszczę łubinu. U Ciebie idzie jak burza, że trzeba go hamować a u mnie zmarniał, choć marzył mi się pod kuchennym oknem jako towarzysz malw i piwonii (takie wspomnienie dzieciństwa na wsi).
    Ściskam mocno i gorąco pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Czyli jest jeden do jednego – w naszym ogrodzie malwy strajkowały tuż po posadzeniu, więc szybko odpuściłam ten temat. Łubin jak na razie rośnie. Dostał miejsce w półcieniu, osłonięte od wiatru, zaopatrzone w wodę i odżywki, bo podlewając róże i jemu dostaje się porcja tych rarytasów. :) Nie wiem jakie miejsce wybrałaś dla łubinu u siebie. Może zagłuszyły go inne rośliny? Może inne miejsce będzie mu bardziej odpowiadało? Nie poddawaj się, czasami warto trochę poeksperymentować. :) Uściski ciepłe

  4. Patrycja P.

    Podziwiam ludzi, których pasjonują ogrody. Przeczytałam z zaciekawieniem ten i wcześniejsze posty, czekam więc na dalsze relacje :). Łubinowe zaskoczenie bardzo mi się podoba.
    PS. Twoje obrazy i inne prace są zachwycające!

    Odpowiedz
  5. Justyna

    Nie ukrywam, że niektóre nazwy roślinek nic mi nie mówią… :) co nie nie zmienia faktu, że z przyjemnością zapoznałam się z Twoim postem. Podziwiam za zaangażowanie :) zdjęcia są przepiękne, najbardziej zachwyciła mnie róża Bourbon :)

    Odpowiedz
  6. Pawanna

    Z róży New Dawn i Louis Odier będziesz bardzo zadowolona. Niezawodne, przynajmniej u mnie:) Mam także dwie Gizelki (Gislaine de Feligonhde) są przeurocze. Ale bliżej o ich wytrwałości na mrozy nic nie moge napisać, gdyż posadziłam je w tym roku.
    Ładnie sobie zaplanowałaś ogród. To wielka frajda kupować, zasadzać i patrzeć jak rośnie, no i pielęgnować! Różankę zaplanowałaś piękną:) Pozdrawiam cieplutko.

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Od dawna chodziła mi po głowie różana pergola, a dzięki sprezentowanej Redova Courtyrad od Matyldy będzie jeszcze jedna, mniejsza. Co prawda kilkoro z moich znajomych uważa, że róże śmiecą (opadające płatki zalegają np. na trawniku), ale dla mnie to także ma swój urok. Niektórzy specjalnie sypią płatki swoim lubym pod nogi. ;))) Pozdrowienia ślę serdeczne Pawanno :)

  7. Dorota / Anioły Anielki

    Kasiu ogród idealny. Powiem Ci szczerze, że jestem po technikum ogrodniczym, ale tak szczegółowo nie mam zaplanowanego ogródka, pewnie dlatego że sadzę, to co lubię. Ostatnio właśnie obsadziłam się lawendą :) Sama sobie ją wysiałam i mi tak pęknie wzeszła, że aż żal aby ją zmarnować, za rok będzie już kwitła. Planuję dokupić róże, Twoje widzę są śliczne, to pokuszę się i kupię kilka tych co Ty masz :) Niestety u mnie różaneczniki i azalie zawsze usychały, więc już dawno z nimi dałam sobie spokój. Ostatnio też robiliśmy czystki w ogrodzie, poszła pod siekierę jabłonka, która bardzo zasłaniała ogródek, a owoców wcale. Jeszcze nie wiem, co zrobić z bukszpanami, które uwielbiam, ale posadzone tuż przy ogródku zabierają sporo wody i korzenie maja dość ekspansywne. Oj, ale się rozpisałam. Uściski Kasieńko i czekam na list :)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      O, to dowiedziałam się czegoś nowego także w temacie bukszpanów. :) Dziękuję Dorotko i pozdrawiam Cię bardzo serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *