Początki ogrodu

czyli o tym co czyha na debiutującego ogrodnika

Ogrodniczką nie jestem, dlatego gdy okazało się, że mam zagospodarować ogrodowo kawałek gruntu, podeszłam do tego po amatorsku na tyle, na ile się dało – czyli kompletnie.
Przestrzeń o której mowa wyglądała w owym czasie jak kupka przysłowiowego nieszczęścia. Piach, wysuszona na skorupę glina i pozostałości po budowie. Przypominało to krajobraz z jakiegoś starego, czarno-białego filmu science fiction o wyprawie na księżyc. Po usunięciu śmieci budowlanych i nawiezieniu grubej warstwy żyznej ziemi, plac zaczął wyglądać bardziej przyjaźnie, choć nadal straszył pustką kompletną.
W owym czasie zaczynały tworzyć się więzi sąsiedzkie i któregoś popołudnia Lusia opowiedziała mi o planach obsadzenia swojej działki, która w poprzednim wcieleniu (wraz zresztą areałów) tworzyła pole pszeniczne.
– Na początek mam zamiar posadzić tuje – powiedziała Lusia. – Są zimozielone i szybko rosną, więc mam nadzieję, że równie szybko zapewnią nam jako taką prywatność w ogrodzie. Zresztą zobacz – tu wskazała sąsiednie place – Marcela i Ada już posadziły po szpalerze tych roślin.
Spojrzałam we wskazanym kierunku i pomyślałam, że jeśli wszyscy sadzą tuje, to zrobię to i ja. Niedługo potem nasz plac wzbogacił się o szpaler tuj, a przydomowa skarpa pokryła się sadzonkami płożących jałowców.

ogrod

Taki był zalążek mojego ogrodowania, które pomimo sensownego początku, niebawem pogrążyło mnie w ogrodowym bziku. Co mam na myśli pisząc „ogrodowy bzik”? Stan w który wpada (jak mniemam) większość początkujących ogrodników. Jego objawy mogą być oczywiście różnorakie, niemniej na potrzeby niniejszej powiastki pokuszę się o stworzenie własnego katalogu kluczowych dla tego stanu symptomów.

Symptom pierwszy – predylekcja oczna
polegająca na kupowaniu wszystkich roślin, które wpadną w oko. W moim przypadku objawiła się tuż po posadzeniu wymienionych wyżej iglaków. W kolejnych sezonach obsadzałam ogród wszystkim, co spodobało mi się w sklepach lub na zdjęciach ogrodów. Tak bardzo skupiłam się na odczuciach ocznych, że nawet nie pomyślałam by sprawdzić, jakie wymagania glebowe mają kupowane przeze mnie rośliny, jak je uprawiać i czy ziemia, w której je posadzę, będzie dla nich odpowiednia. W rezultacie w trzecim roku ogrodowania stwierdziłam, że jestem współwłaścicielką czegoś, co wygląda jak busz stworzony z roślin dobranych bez ładu i składu.

Symptom drugi – mania papugowania
w której ogrodnikiem rządzi dążenie do odtworzenia w ogrodzie wszystkiego, co pokazują media ogrodowe oraz do skopiowania każdego pomysłu podpatrzonego w ogrodach dalszych i bliższych znajomych. Tu mój bzik nie ujawnił się tak bardzo, choć do dziś nie wiem, czy zawdzięczam to resztkom zdrowego rozsądku, czy lenistwu. Próby odtworzenia podpatrzonych pomysłów zakończyłam na skalniaku, który rozbierałam szybciej, niż go tworzyłam. Po pierwsze z powodu chwastów, które rosły silniej, niż posadzone rośliny. Po drugie z powodu preferowania innych, bardziej leśnych klimatów, o czym przekonałam się patrząc na gotowy skalniak.

Symptom trzeci – chaotyczna sinusoida prac ogrodowych
czyli działanie w tzw. zrywach powodujących albo zaniedbanie ogrodu, albo przepracowanie mięśni ogrodnika. Oprócz kondycji ludzkiej, powyższy stan nie wpływa dobrze także na kondycję ogrodu. Bardziej doświadczeni ogrodnicy wiedzą, że pewne prace można (i warto) wykonywać w określonym czasie. Pory roku narzucają charakter prac. Pogoda narzuca charakter prac. Ostatecznie rodzaj i wymagania roślin też wpływają na to, co i kiedy powinno być zrobione.

Aktualnie jestem w fazie pobzikowej. Przeszła mi już mania kupowania oczami, papugowania i zrywów w ogrodowaniu. Ale o tym napiszę w kolejnym poście.

18 komentarzy do “Początki ogrodu

  1. Avrea

    pięknie zielono u Ciebie :)
    niestety nie mam ogrodu , poluję na ogródek działkowy ,ale z marnym skutkiem ;)
    i amm trochę róznych pomysłów ,ale co i jak będzie wyjdzie zobaczymy ;)
    pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Marychna Z.

    Skąd ja to znam? U mnie na początku było perzowisko i lebiodowo. Obecny kształt ogrodu wyłaniał się powoli z morza prób i błędów. Na dodatek gleba poza klasowa, czyli popularny piasek. Teraz tylko pielęgnujemy i od czasu do czasu odmładzamy roślinki i dosadzamy nowe. Taka ogrodnicza radość tworzenia. Twój ogródek wygląda ślicznie i do twarzy mu z leśnym designem.Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  3. EwaJ

    Te symptomy wynikają najczęściej z braku cierpliwości. Rośliny rosną dość wolno a chciałoby się piękny efekt uzyskać jak najszybciej. Gdy zakładałam swój obecny ogród miałam już sporo doświadczeń z poprzedniej działki ale też nie obyło się bez błędów. Najtrudniejszy jest odpowiedni dobór roślin, nie można mieć wszystkiego co nam się podoba.
    Mój ogród ma 12 lat i wciąż pomimo ogromu pracy dostarcza mi mnóstwo radości. Pracę przy roślinach trzeba po prostu pokochać. Jeśli masz Kasiu ochotę to zapraszam do ogrodu na Nadbrzeżnej.
    Miłego weekendu!

    Odpowiedz
  4. Małgosia K.

    Takich symptomów nie miałam, no może poza sinusoidą, ale to wynika z pracy zawodowej, która trochę utrudnia systematyczne zajmowanie się ogrodem. Etap tuj i bezobsługowych iglaków mam już za sobą, teraz wycinam stare iglaki i sadzę drzewka owocowe, robię permakulturowe grządki warzywne (o, to jest dopiero bzik!), sadzę trudne w uprawie kwiatki. Staram się czytać co tam która roslinka potrzebuje,ale oczywiście nic nie jest tak cenne jak doświadczenie, najlepiej własne, albo zaprzyjaźnionego ogrodnika :).

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Zatem jesteś na wyższym niż ja poziomie ogrodowania. :) Ja z użytkowych roślin mam tylko dwie wiśnie i zielnik w dwóch wielkich donicach. Kiedyś próbowałam uprawiać zioła w gruncie, ale koty sąsiadów wciąż robiły sobie z zielnika w gruncie kuwetę.

  5. Mira

    Wszystkie symptomy wystąpiły i u mnie. W rezultacie było chaotycznie i … nijako. Owszem, bywało kolorowo, kiedy zakwitł bez a po nim piwonie, ale potem mogłam już tylko liczyć na widoki zza płotu sąsiadów, którzy z dużym znawstwem zasadzili takie rośliny, które pozwalały cieszyć się kwitnącymi kwiatami stopniowo, po kolei aż do bardzo późnej jesieni. Niestety, od kiedy ogródek objęły we władanie króliki to nie mam już niczego, poza piwonią, która chyba im nie smakuje :)). Nie życzę futrzakom źle, bo kochamy je bardzo, ale póki będa z nami ogrodu nie będzie.
    Trzymam kciuki za Twoje przemyślane i zaplanowane poczynania. Na pewno będzie pięknie!

    Odpowiedz
  6. Ewa

    Ależ odczucia oczne są bardzo ważne! :))) A poparte wiedzą o wymaganiach i możliwościach jakie stwarza ogród dają piękne wyniki! ;) Faza pobzikowa jest pierwszym krokiem ku racjonalnemu planowaniu ogrodu, choć od czasu do czasu może powrócić stan sprzed tej fazy! :))
    Tak to jest z nami amatorami, ale to – moim zdaniem – cudowny bzik!
    Pozdrawiam majowo

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Ach te oczy, te oczy zielone ;))) Przyśpiewka z boku, ale w sumie pasuje do tematu. Ach wiedza. Wciąż mi jej ciut mało, oj mało. ;) Pozdrawiam Cię Ewo słonecznie. :)

  7. Inka

    Wow, wcale nie widać tutaj początkującej ogrodniczki, tylko całkiem wprawną rękę i zamiłowanie do ogrodnictwa. Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  8. Pawanna

    Bzika na punkcie ogrodowego zapełniania roslinami ma większość z nas. Masz śliczny ogród i Twojenieprzemyslane kupowanie w części się sprawdziło. To najważniejsze, że jest zielono i przepieknie:)
    Ja kupując swoje pole wiedziałam od razu jak je zaplanowac i czym obsadzic. Po latach wiele roslin wypadło z powodu chorób grzybowych (np.jałowce) .Okazało sie, że zostały zaatakowane przez rdzę gruszy, a na nią nie ma ratunku. Płakałam jak wycięlismy 20 letni jałowiec. Nastepnym to samo grozi. Rosliny traktuję jak dzieci:) Bardzo je kocham i myslę, że Ty także kochasz swoje:)
    Pozdrowienia zostawiam.

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Niestety mój jeden jedyny jałowiec również zaczął dziwnie schnąć. Jedna z moich sąsiadek rozpoznała w tym chorobę grzybiczną, więc jak tylko skończy się deszcz, zrobię oprysk. Może uda się go uratować. Masz rację Pawanno – w ogrodowania wkładam cząstkę swego serca. :) Pozdrawiam Cię serdecznie

  9. Justyna

    Bardzo fajny post :) Uśmiechałam się podczas czytania, czuć, że masz dystans do siebie. Jest tu dużo poczucia humoru, zaangażowania i pasji, ale także takiej samoświadomości… Podoba mi się opis Twoich ogrodowych perypetii i podziwiam za zapał przy pracach ogrodowych :) mnie marzy się własny zielony zakątek, ale czwarte piętro w bloku skutecznie mi to uniemożliwia ;) choć podejrzewam, że gdybym miałam własny ogródek, to chyba najpierw zatrudniłabym kogoś do projektowania :D tak, żeby np. uniknąć zamordowania roślinek (do tego mam talent…)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Dziękuję Justyno za tak miłą ocenę i cieszę się niezmiernie, że te kilka słów sklejonych w powiastkę wywołało uśmiech na Twojej twarzy. :) Miło jest mi w dwójnasób, ponieważ lubię dzielić się z ludźmi radością – nawet jak ta ostatnia spowodowana jest moją niezdarnością… A może szczególnie wtedy? ;)) Tak czy inaczej – perypetii ciąg dalszy nastąpi. Jeśli zaś chodzi o projekt, to też nie załatwia sprawy do końca. Misia (kolejna z moich zaprzyjaźniony sąsiadek) zamówiła projekt, po czym po upływie 3 lat stwierdziła, że ma dość biegania za roślinami, których albo nie może dostać, albo które padają najdalej po jednym sezonie. Aktualnie pomagam jej w doborze innych roślin, które będą pasowały do konceptu. Znów się czegoś uczę… I im więcej wiem, tym wiem mniej. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *