Jak zaplanować ogród

czyli dobre rady przed samodzielnym projektowaniem

jak zaplanować ogród

W poprzednim poście poświęconym ogrodowaniu opisałam fazy błędów i wypaczeń, przez które przeszłam jako początkująca ogrodniczka.
Aktualnie wspomniany stan mam już za sobą nie tylko z powodu nauki na własnych błędach, ale także nauki o ogrodowaniu w ogóle. Minione, zimowe miesiące spędziłam na lekturze książek, portali i forów poświęconych ogrodom. Po kilku latach pracy, która tylko częściowo przyniosła oczekiwane efekty, postanowiłam zrobić remont ogrodu.

Spojrzałam krytycznym okiem na jego aktualny stan i odnotowałam, co następuje:

  1. Kilka roślin (całe szczęście nie wszystkie) posadziłam obok innych o odmiennych wymaganiach glebowych.
  2. Lepiej będzie, jeśli z uwagi na czas, który mogę poświęcić ogrodowi, zrezygnuję z małych roślin na rzecz tych większych.
  3. Potrzebuję planu, by znów nie wpaść w błędne koło nieprzemyślanych działań i nieodpowiednich zakupów.

Antidotum na powyższe bolączki objawiło się w stwierdzeniu „potrzebuję planu”. Na dodatek planu przemyślanego wielokrotnie i najlepiej skonsultowanego z kimś, kto ma większe niż ja doświadczenie ogrodnicze.

Opierając się na wiedzy zdobytej w czasie zimowych wieczorów wypisałam na kartce trzy wytyczne, którymi powinnam kierować się przy tworzeniu projektu renowacji ogrodu:

  1. Lista roślin – ograniczona do tych, które będą pasowały do iglaków stanowiących podstawę ogrodowych nasadzeń i które będą dobrze rosły w określonej glebie oraz warunkach atmosferycznych. Dodatkowo na liście powinny znaleźć się konkretne gatunki, o wybranej kolorystyce igieł, liści i kwiatów. Dzięki temu ogród zyska wyraźny charakter i będzie wyglądał dobrze jako całość.
  2. Rozmieszczenie roślin – zależne przede wszystkim od ich wymagań względem gleby, wilgotności i nasłonecznienia. Ponadto niektóre rośliny wyglądają lepiej, jeśli posadzi się je w grupach.
  3. Czas przeznaczony na prace w ogrodzie – od niego także będzie zależał wygląd ogrodu i kondycja roślin.

Cóż… Dla ogrodników, którzy od lat zajmują się własnym kawałkiem zielonej oazy, moje wywody niea są zapewne niczym nadzwyczajnym. Jednak dla mnie były jak przysłowiowe odkrycie Ameryki, dzięki któremu mogłam zacząć planować swoją dalszą, ogrodową aktywność.
Uzbrojona w powyższe przemyślenia stworzyłam plan renowacji ogrodu, który zmieniałam jeszcze kilka razy, by wybrać najlepszą moim zdaniem wersję. W końcu, zadowolona z efektu pracy projektowej, zadzwoniłam do Lusi i opowiedziałam jej o swoich planach ogrodowych.
– Super! Rób kawę, zaraz wpadam do Ciebie obejrzeć projekt – rzekła po wysłuchaniu nowinek.
Po chwili była już u mnie i przeglądała kolejne wersje planów widoczne na ekranie komputera.
– Słuchaj, a czy wiesz jaką masz ziemię? – Spytała patrząc na projekt rabaty z różanecznikami.
– Kwaśną.
– Ale jak kwaśną? Bardzo, czy tylko trochę?
– Nie wiem. Aż tak dokładnych badań nie robiłam. Ziemię badałam domowym sposobem.
– Jak to domowym? To jest taki?
– Jest. Dowiedziałam się o nim z jednego programu ogrodniczego. Odczyn gleby bada się za pomocą octu i sody oczyszczonej. Oprócz nich do badania potrzebne są dwa pojemniczki, trochę wody destylowanej i oczywiście ziemia.
– Jakieś specjalne pojemniczki? – Spytała Lusia.
– Chyba nie. W programie wykorzystane były butelki plastikowe po wodzie z obciętą górą. Ja użyłam czystych, plastikowych osłonek na doniczki.
– Mooojaaa drooogaaa – rzekła Lisia przeciągając samogłoski – nie zastosowałaś się w pełni do wytycznych. Skąd wiesz, że wynik twoich badań jest prawdziwy?
– Lusia, nie przesadzaj. To nie laboratorium.
– Dobra, dobra. Dawaj butelki z wodą. Wodę wypijemy, będą pojemniczki do badania. Koniecznie musisz mi pokazać jak się to robi i czy faktycznie odczyt będzie taki sam.
– Jak chcesz, ale przecież możemy znów użyć osłonek. Wiesz, że powtarzalność testu…
– Nie gadaj, tylko dawaj wodę!
– Ale powtarzalność testu! Lusia… A poza tym nie chce mi się pić. Tobie oczywiście mogę dać wody, a do badania możemy ponownie użyć osłonek.
– Taaak? – Lusia spojrzała na mnie wyszczerzając zęby. – Nic z tego. Nie dam się urobić na powtarzalność i inne takie. Poza tym mogę się założyć, że nie wypijasz zalecanej, dziennej dawki wody. Sio! Przynieś te butelki i całą resztę. No!
No to poszłam. Wiedziałam nauczona doświadczeniem, że decyzje Lusi są niepodważalne i niezmienialne – nawet w tak banalnych sprawach, jak ogrodowe eksperymentowanie. Po chwili przyniosłam butle i całą resztę, wzdychając i mówiąc – czekaj, przyniosę szklanki do wody.
– A po co? Pij z gwintu. – Lusia odkręciła obydwie zakrętki, wręczając mi jedną z litrowych butli z wodą mineralną.
Spojrzałam z rezygnacją najpierw na butlę, później na Lusię i przełknęłam pierwszy łyk wody. Oszczędzę Wam opisu mojej miny przy piciu litra wody na rozkaz i w tempie, w którym normalny człowiek wody raczej nie pija. Gdy kończyłam ten nierówny wyścig, Lusia obcinała już górę swojej butelki. Za chwilę kucałyśmy w rogu działki, wpatrując się w obcięte butelki zawierające: w pierwszej mieszaninę ziemi z wodą destylowaną i sodą, w drugiej mieszankę ziemi z wodą destylowaną i octem.
– I co dalej? – rzekła Lusia.
– Teraz czekamy. Jeśli pojawią się bąbelki w pierwszej z sodą, ziemia jest kwaśna. Jeśli w drugiej z octem, ziemia jest zasadowa.
W tym momencie zza płotu dobiegł nas głos Matyldy.
– A co tak siedzicie w kucki nad jakimś błockiem jak te żaby?
– O, cześć.
– Cześć Tydziu. Ziemię badamy.
– Taaak? – Tydzia spojrzała na nas ciut podejrzliwie – O, coś bulgocze. I to całkiem nieźle.
– Kwaaaśnaaa! – krzyknęła Lusia ściskając mnie i przewracając na trawę, po czym wstała i zaczęła wywijać hołubce zdrętwiałymi od kucania nogami.
Na ten widok Matylda mruknęła coś pod nosem ze zdegustowaną miną, pokręciła młynka palcami przy czole i odeszła od płotu.

Pomiary robiłyśmy jeszcze kilka razy w różnych częściach ogrodu. Lusia za każdym razem starała się określić poziom kwasowości po intensywności pienienia się badanego błocka. Mi wystarczyło, że ziemia nadal okazuje się być kwaśna, a przez to akuratna do wybranych przeze mnie roślin. Ale o nich napiszę w następnym poście.

35 komentarzy do “Jak zaplanować ogród

  1. Wietrzyk

    Mimo poszerzania swojej wiedzy, też popełniam błędy. Sadzę nieodpowiednie rośliny, za gęsto, niedobrane kolorystycznie, zbyt chorowite… Można by wymieniać w nieskończoność. Ale wbrew pozorom lubię te ciągłe zmiany w ogrodzie :)
    Ciekawy sposób na sprawdzenie kwasowości gleby :)

    Odpowiedz
  2. Marysia

    Błędy jest to norma, którą wykonać musi każdy ogrodnik – nawet ten bardzo doświadczony. Ale na tym właśnie polega cały urok:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz
  3. Justyna

    Człowiek uczy się całe życie… nie miałam pojęcia, że istnieją takie sposoby na sprawdzenie gleby :) powodzenia we wszelkich pracach ogrodniczych!!! :)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Dziękuję, przyda mi się wsparcie w „tej robocie głupiego” jak mówi Cela – także dobrym słowem. :)

  4. EwaJ

    Zabawna historia! Każdy początkujący ogrodnik popełnia mnóstwo błędów ale żadna teoria nie zastąpi praktyki. Zawsze będą dylematy i pytania. To jednak nie powinno popsuć radości jaką powinno się czerpać z ogrodu. Dobór roślin jest bardzo ważny ale najwięcej błędów robimy przy sadzeniu. Z małych sadzonek wyrastają wielkie drzewa i krzewy i jakimś dziwnym trafem zawsze są zbyt blisko siebie.
    Czekam Kasiu na kolejne relacje.
    Cieplutko pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Masz rację Ewo. Przestrzenna wyobraźnia przy sadzeniu roślin jest bardzo potrzebna. Ale nawet jak ma się tę wiedzę, to wcale nie oznacza, że uniknie się zbyt gęstego sadzenia roślin. A później pozostaje przesadzanie… I tak zaczyna się „niezła polka”. ;)))

  5. EDYTA K

    Cieszę się ze tu trafiłam mam spory kawałek ziemi i też uczę się każdym rokiem coś nowego :-) Ogród jest moja pasja ale nie za wiele mam czasu, aby całym sercem nim się zająć , więc robię co mogę aby coś zakwitło :-) Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      I ja nie mam zbyt wiele czasu, ale jeśli są chęci, to zawsze znajdzie się metoda także na spory ogród. :)

  6. Klimaty Agness

    Mój ogród niesamowicie zmienia się przez lata. Przechodził już różne fazy. Chyba nie ma czegoś takiego jak gotowy, dokończony ogród :D Wciąż się coś wykopuje, dosadza, przesadza, przenosi… przynajmniej zielono-zakręceni pasjonaci tak mają :D Ja uwielbiam drobne roślinki, ale faktem jest, że pracy przy nich i pielęgnacji jest ogrom. Dlatego przerzuciłam się na krzewy i większe byliny, jest znacznie łatwiej, chociaż pracy wciąż mnóstwo, bo wiadomo ogród żyje, kwiaty zakwitają i przekwitają i trzeba się o nie zatroszczyć… a i zielsko też bardzo chce być na pierwszym planie i rośnie zdecydowanie szybciej niż kwiaty :D A i klimat wymusza pewne roszady . Zmiana klimatu i ciepłe zimy jakie ostatnio mamy powodują, że znacznie gorzej rosną u mnie róże, które dawniej czuły się tu świetnie. Przed 5 laty straciłam 40 pięknych, wieloletnich krzewów róż, zrezygnowałam już z ich sadzenia, pozostało 30 krzewów, które przetrwały. Ich miejsce zajęły hortensje bukietowe, w których dosłownie się zakochałam , są całkowicie niekłopotliwe i naprawdę piękne :) … o rany… o ogrodach mogłabym bez końca :))))
    Pozdrawiam ciepło, Agness :)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      No to pisz bez końca, a ja chętnie będę to czytała. :) Hortensje też lubię i także one znalazły się w projekcie nowych nasad w naszym ogrodzie. :) Z przyjemnością więc poczytam także o nich. A róże także i u nas wymarzły. Z trzech młodych odmian nie przetrwała żadna. Za to całkiem nieźle trzymają się odmiany historyczne, które kupiliśmy dwa lata temu.

  7. Aga

    Super tekst. hehe zabawny, pomocny. Jakbym czytała książkę. Czułam się jakbym z wami badała ziemie . Świetny post. Pozdrawiam serdecznie. :))

    Odpowiedz
  8. Cela D

    Dziękuję za świetny pomysł na badanie gleby, tym bardziej, że zaczynam prace nad nowym ogrodem, który na razie jest ugorem. Doświadczenie, które zdobyłam przy pracach nad obecnym ogrodem pozwoli mi na stworzenie podobnego stylu. Mam ogólny plan, ale często działam intuicyjnie i dlatego potem przesadzam, ale to chyba stan normalny, bo ogród ciągle podlega zmianom, pojawiają się nowe rośliny, na które mam ochotę i tak to się samo nakręca.
    Pogody życzę .:))

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Dziękuję i wzajemnie – pogoda przyda się nam do realizacji planów ogrodowych. :) A pomysł nie mój, ale działa, więc używaj do woli.

  9. Łucja-Maria

    Fantastyczny tekst. Jestem zwariowana na punkcie roślin. Zawsze wysiewam zbyt dużą ilość pomidorów, cukinii, selerów, sałat… Gdy zostaje ich spory nadmiar, pragnę komuś ofiarować, każdego roku brakuje na nie chętnego a mnie jest żal wyrzucić każdej roślinki więc wysadzam gdzie popadnie. Przypuszczam, że większość z nas eksperymentuje w ogrodzie. Jednak mały chaos też bardzo cieszy.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Kluczowym słowem jest „mały”, a u mnie ta małość jakaś dużasta nagle wyrosła. ;) Ja również pozdrawiam Łucjo-Mario :)

  10. ewinka Nowa

    A ja ziemi nie badam ,ale tam gdzie mech rośnie przeważnie jest kwaśna . Nie da się uniknąć błędów ,bo często do końca nie wiemy jak będzie wyglądać roślina i jak szybko się namnaża . Mam takie z którymi co roku walczę ,bo nadmiernie przyrastają ,np .liliowce albo tworzą zbyt wiele cebulek ( żonkile,tulipany ,szafirki ). I nasza wizja ,co do tego jak ma wyglądać ogród też się zmienia ;-D Ale ja bardzo lubię grzebanie w ziemi,przesadzanie i oglądanie efektów swojej pracy :-D

    Odpowiedz
  11. Alicja

    Mam stary ogród i mało czasu więc rośliny mam tylko wieloletnie.Mam jedną zasadę że jeżeli coś nowego sadzę a się nie sprawdzi to na pewno nie próbuję ponownie. Najważniejsze jest aby się dobrze czuć w swoim ogrodzie. Pozdrawiam :-).

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Masz bardzo dobrą zasadę Alicjo. Ja także nie wracam do roślin, które okazały się totalną ogrodową pomyłką. :) Pozdrawiam serdecznie

  12. Holly

    Bardzo dawno nie miałam do czynienia z uprawą ogrodu. Ale pojawia sie pewna wizja zagospodarowania działki teściów, więc będę miała kogo pytać o radę :-)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Jeśli tylko moja niewielka ogrodowa wiedza wystarczy, by odpowiedzieć na Twoje pytania, chętnie Ci doradzę. :)

  13. Kajka

    A nasz ogród to porażka na całego. Właśnie przekopany cały trawnik zjedzony przez robale. Wygląda jakby dziki poryły i zostawiły. :/

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Czyżby w Waszym ogrodzie zalęgły się larwy chrabąszczy? Kilka lat temu mieliśmy coś takiego w trawniku. Okoliczne ptaki miały co jeść na śniadanie. ;)

  14. Anua

    ooo, bardzo ciekawy sposób na sprawdzenie odczynu gleby! Nie znałam go wcześniej :) metoda prób i błędów dobrze sprawdza się w urządzaniu ogrodu, w końcu doświadczenie jest najcenniejsze, szkoda, że zajmuje ona tyle czasu ;) ja na przykład powoli uczę się żegnania się bez żalu z roślinami, które nie pasują w naszym ogrodzie, bo zbyt krótko kwitną albo mają jakiekolwiek inne „wady” – szczerze powiem jest to niełatwe :) każdej roślinki mi żal, zwłaszcza tych, które sama wyhodowałam z nasion :)

    Odpowiedz
  15. Małgosia K.

    Szczerze mówiąc nigdy tak dokłądnie nie sprawdzałam kwasowości gleby, po prostu staram się dostarczać kwaśnych dodatków w rejonach roślin kwaśnolubnych (kwaśny torf, odpowiednie odżywki itd). Na początku miałam w ogrodzie tylko kwaśnolubne rośliny, bo w większosci są niekłopotliwe w obsłudze – iglaki, azalie, różaneczniki itp. Teraz w tych miejscach (po usunięciu nadmiernie wyrośniętych egzemplarzy) rosną świetnie borówki amerykańskie i inne jagodowe, a ostatnio nasadziłam trochę hortensji.
    Ogród mam od wielu lat, ale byłąm bardzo zajęta pracą i dziećmi, więc brakowało czasu na zajmowanie się ogrodem. Teraz mam tego czasu więcej, więc zmieniam rośliny, zakładam warzywnik, sadzę drzewka owocowe – w większości potrzebna jest ziemia zasadowa lub obojętna, więc trzeba było popracować nad odkwaszeniem. Pomogły grządki podwyższone i przygotowywany od lat kompost.
    I wciąż się uczę :)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Czyli jesteśmy na dwóch różnych końcach tej samej drogi. ;) Ja zakwaszam, Ty odkwaszasz. Ja sadzę krzewy, Ty je wycinasz. I obydwie uczymy się czegoś nowego. :) I to jest piękne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *