Efekty metamorfozy

czyli koniec tegorocznej pracy w ogrodzie

jesień w ogrodzie

Tytuł dzisiejszego posta napisałam trochę na wyrost, bo choć wyczyszczone narzędzia ogrodnicze odłożyłam już do szafy, to z pewnością znajdzie się jeszcze jakieś ogrodowe zajęcie związane z nadejściem zimy. W poprzednim poście pokazałam letnie kolory naszego ogrodu. Dziś przyszedł czas na prezentację jesiennej aranżacji i napisanie kilku słów na temat końca ogrodowej metamorfozy.

jesień w ogrodzie

Na początku września zielono-biały ogród otulił się w cieplejsze szaty. Rozjaśniająca zieleń biel hortensji przeobraziła się w róż o różnych odcieniach.

hortensja win's red

hortensja pinki winki

Owoce kaliny przybrały koralową barwę,

kalina koralowa

a wszystko to uzupełniał lawendowy fiolet budlei.

budlea santana

W ciepłych promieniach wrześniowego słońca, z nowymi barwami, ogród znów wyglądał jakby przeszedł metamorfozę. Jednak tym razem nie ja byłam jej sprawcą.

hortensja limelight

W czasie, gdy łapałam powyższe kolory w kard, w sąsiednim ogrodzie pojawiła się Matylda.
– Cześć kochana, – powitała mnie z uśmiechem, pijając kawę z kubka wielkości nocnika – co robisz?
– Cześć Tydziu, uwieczniam nową szatę ogrodu. Zobacz, jak ładnie przebarwiły się hortensje.
– Widzę, widzę i powiem ci szczerze, że nareszcie twój ogród mi się podoba. Wcześniej w ogóle nie rozumiałam o co ci chodziło z tą całą zmianą. Wszędzie widziałam tylko biel.
– Jak to tylko biel? A różowe tawuły japońskie? A kolorowe róże? A floksy i peonie od babci, które oszczędziłam w czasie rewolucji ogrodowej?
– No wiesz… Owszem, ale… Ta biel hortensji była dla mnie przerażająca. – Matylda siorbnęła z przejęciem.
– Ach, prawda – uśmiechnęłam się – ty nie lubisz białych kwiatów.
– Nie lubię, – przytaknęła Tydzia podchodząc bliżej ogrodzenia – bo one przynoszą pecha.
– Ha ha! – Roześmiałam się i dając upust wewnętrznemu mistrzowi ciętej riposty rzekłam – a ja nie wierzę w zabobony, bo to dopiero przynosi pecha!
Tadzia spojrzała na mnie znad cebrzyka z kawą, zmarszczyła nos, potarła ręką czoło i gruchnęła gromkim śmiechem.
– Niezły komentarz. Ha ha! Ale wiesz co? Powiedz mi o co chodzi z tymi hortensjami? To tak samo wyszło, ta zmiana kolorów, czy zaplanowałaś to?
– Zaplanowałam Tydziu – odparłam z uśmiechem. – Specjalnie wprowadziłam hortensje do ogrodu. Te rośliny zmienią jego aranżację trzy razy w ciągu roku. A w zimie też będą piękną ozdobą. Wyobraź sobie jasnobrązowe kiście kwiatów ozdobione białym szronem lśniącym w promieniach nisko wędrującego słońca… – rozmarzyłam się.
Tadzia mruknęła z uznaniem i wziąwszy łyk kawy rzekła:
– No dobrze, przekonałaś mnie do tych roślin. Ale jak będą miały białe kwiaty, to i tak nie będę na nie patrzyła.
Tydzia pociągnęła kolejny łyk kawy i po chwili namysłu spytała:
– A właśnie. A co zrobisz, jak zima będzie łagodna i nie będzie szronu?
– Wtedy specjalnie dla ciebie i ku własnej uciesze obsypię uschnięte kwiatostany cukrem pudrem!
Obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem, po czym kontynuowałyśmy ogrodowe przekomarzania.

A później nastał październik,

klon zwyczajny

liście klonu i host przybrały złotą barwę,

hosty

hosty

a na kwiatach hortensji pojawiły się odcienie jasnego brązu.

hortensja win's red

hortensja pinki winki

Niespodzianką tegorocznej jesieni stały się grzyby,

grzyby w ogrodzie

które gęsto pokryły trawnik pod czerwonym bukiem.

grzyby w ogrodzie

Może ktoś z Was zgadnie, co to za odmiany? Bo ja nie mam zielonego pojęcia.

grzyby w ogrodzie

Nastał listopad.

hortensja win's red

Hortensje zgubiły liście, ich kwiaty zbrązowiały,

hortensja pinki winki

a magnolia pokryła się zalążkami pąków kwiatowych.

magnolia jesienią

Przygotowania do zimy prawie zakończone, więc czas podsumować tegoroczny remont ogrodu. Pomimo chwilowych załamań humoru z powodu ciężaru prac, jestem zadowolona. Udało mi się (z pomocą Małżowinka, który wziął na siebie najcięższe zadania) uporządkować ogród i naprawić błędy, które popełniłam na początku ogrodowania. O najpoważniejszych błędach początkującego ogrodnika już pisałam, więc dziś uzupełniająco wspomnę o bluszczu oraz agrowłókninie, które okazały się niezbyt dobrym wyborem.

Bluszcz w ogrodzie
Kilka lat temu, w ramach osłonięcia części ogrodzenia, posadziłam winobluszcz. W pierwszych latach prezentował się całkiem udanie. Szybko porósł siatkę, w lecie wabił oczy soczystą zielenią, a jesienią czerwienią liści i granatem owoców. Niestety z czasem winobluszcz zaczął rosnąć ekspansywnie i zagłuszać rośliny rosnące u jego „stóp”. Próbowałam systematycznie przycinać pędy, ale szybko okazało się, że nie jestem w stanie ich opanować. Na dodatek z owoców, których nie zjadły jesienią ptaki, wciąż wyrastały młode siewki rozrzucone po całym ogrodzie. Przy okazji planowania prac remontowych, postanowiłam go usunąć. Udało się, choć było ciężko zważywszy na bardzo masywny system korzeniowy tej rośliny. Do usunięcia został mi jeszcze jeden bluszcz, tym razem w odmianie zimozielonej, który wziął się nie wiadomo skąd i rozpanoszył na tyłach domu. Roślina jest tak żywotna, że nie wzrusza jej nawet „prysznic” z randapu.
Cóż, winobluszcze są piękne, nie przeczę, ale są też moim zdaniem roślinami nieprzewidywalnymi i ekspansywnymi, a ich zastosowanie należy należycie przemyśleć (i to niejeden raz).

Agrowłóknina na rabacie
W dwóch miejscach ogrodu zastosowaliśmy agrowłokninę – na skarpie otaczającej dom oraz na długiej rabacie przy ogrodzeniu. Z czasem okazało się, że o ile agrowłóknina sprawdziła się na skarpie (powstrzymała ziemię przed obsypywaniem się zapewniając jednocześnie odpowiednią wilgoć rosnącym tam roślinom), o tyle okazała się kompletną pomyłką na płaszczyźnie. Z uwagi na gliniasty teren, agrowłóknina na rabacie stała się powodem gnicia korzeni i rozprzestrzeniania się chorób grzybiczych. Dodatkowo ilość chwastów rosnących pomiędzy kawałkami kory wysypanej na agrowłókninie była taka sama, jak chwastów rosnących pomiędzy korą wysypaną na „gołej” ziemi w innej części ogrodu. Wniosek? Nie należy przesadzać z użytecznością tego materiału. A jeśli ktoś myśli, że uchroni go on przed pieleniem chwastów po wsze czasy, to jest w błędzie.

jesień w ogrodzie

W ogrodzie na dobre zagościł późnojesienny klimat. Róże i różaneczniki grzeją swe nogi w korowych kopczykach, a ja doglądam teraz zielnik na kuchennym parapecie i powoli myślę o zbliżających się świętach. Chyba czas pomyśleć o bożonarodzeniowych bombkach.

Życzę Wam ciepła i energii na jesienne dni :)

32 komentarzy do “Efekty metamorfozy

  1. Jagoda

    Miło czyta się wasze dialogi, podobnie jak opis ogrodowych perypetii. Piękne zdjęcia. Czekam na wiosenną aranżację :-) A kawę też pijam w „nocniku” jak Tydzia.

    Odpowiedz
  2. Cela D

    Piękny efekt po metamorfozie, ogród z funkiami, hortensjami i przepięknym klonem to marzenie, bo na razie mogę tylko wspominać mój poprzedni ogród i czekać, aż aktualny dojrzeje.
    Miałam do czynienia z bluszczami, nabawiłam się łokcia tenisisty, usuwając tego gościa z płotów i drzewek. Piękne paskudy, ale tak jak piszesz zyciolubne.
    Serdeczności moc przesyłam.:))

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Hoho, to będzie co czytać. :) Chętnie pouczestniczę jako Twoja czytelniczka w urządzaniu nowego ogrodu. Łokcia współczuję. Na pocieszenie powiem, że ja miałam masę bąbli na dłoniach od sekatora. Paskudy z tych bluszczy, oj paskudy. :) Pozdrawiam ciepło

  3. jotka

    Przepiękny ogród, cudna pasja, ja mieszkam w bloku, więc tym bardziej zazdroszczę. Jak tu nie lubić jesieni przy takim bogactwie barw i roślin?
    Pozdrawiam słonecznie :-)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Każde miejsce ma swoje plusy. Przy domu ma się kawałek ogródka, w bloku zaś więcej czasu na inne niż ogrodowanie zajęcia. :) Tak sobie myślę Jotko, że jeśli jesień jest barwna, to nie sposób jej nie lubić. No chyba, że pada, że szaro, że błoto i deszcz, wtedy jej urok blednie, jak kolory kwiatów hortensji. ;) Pozdrawiam Cię ciepło :)

  4. Kasia - Brujita

    Hortensji nie lubię ale dlaczego nie umiem odpowiedzieć ot, taki mój bzik :D za to bardzo lubię Twoje posty. lubię Twój styl, Twoje anegdotki… i prawie zawsze dowiaduję się czegoś nowego. Czymś mnie zaskakujesz… serio, serio

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      W tym nielubieniu hortensji świetnie dogadałabyś się z Matyldą. Ona też za nimi nie przepada z powodu bieli. ;) Ha ha. Miło mi Kasiu, że czegoś się dowiadujesz i że lubisz moje anegdotkami malowanie. Dziękuję i pozdrawiam Cię Kasieńko bardzo ciepluchno. :)

  5. Maria

    Hortensje to wszechstronne kwiaty. Nie dość, że pięknie kwitną w lecie, to jeszcze tak cudownie przebarwiają się jesienią.
    Twój ogród jest śliczny i bardzo zadbany.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz
  6. Agnieszka

    Witaj Moja Droga :)) Cuudny masz ogrod :)Teraz rozumiem strate jaka ponioslas :((,ale na szczescie poo zimie przyjdzie Wiosna i znowu bedzie mozna cos zasadzic ,by Pieknie roslo :)) Kobietka z Ciebie Niesamowita, Cuuudna Artystka !!!! :)) Widzialam ,ze szyjesz jak i Cuudnie malujesz :)) Piekny komplecik na plyny sobie sprawilas do kuchni :)) I tak sobie mysle ,ze cale szczescie ,ze masz takie fajne znajome !!! :)) Pozdrow Je prosze ode mnie :) Dzieki nim i Tobie mialam okazje Cie poznac ,z czego baardzo sie ciesze :)) Ciekawa jestem czy malujesz teraz cos nowego :) Z przyjemnoscia bede zagladac do Ciebie :) Pozdrawiam Cie Cieplutko :)))

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Podobnie jak druty i szydełko, igła wciąż jest na ostatnim miejscu moich zdolności, więc tym bardziej dziękuję za miłe słowa. :) Sąsiadki pozdrowię z dużą przyjemnością i sama chętnie do Ciebie będę zaglądała. W temacie malunków – mam w planach ręczne malowanie dużej bombki i kilku obrazów. Zobaczymy, ile z tych planów czas pozwoli mi zrealizować. ;) Pozdrawiam Cię miło

  7. rosier

    Bardzo lubię oglądać (podglądać:) ) ogrody, bo np. zawsze można się jakąś aranżacją zainspirować. :) Fajne podsumowanie „ogrodowe” zrobiłaś i fajnie udokumentowałaś je pięknymi zdjęciami. :)
    Ja również kocham hortensje, szczególnie te bukietowe, bo wcale nie są kłopotliwe w utrzymaniu, nie wymarzają tak jak ogrodowe, a kwitną zawsze przepięknie.
    Co do agrowłókniny… u mnie sprawdza się idealnie już od prawie 20 lat może dlatego, że mam dobrą czarną ziemię, nie gliniastą jak piszesz. Agrowłóknina ( ta czarna właśnie) bardzo ułatwiła nam dbanie o ogród, a mam tego całkiem sporo. Na niej wysypałam dość pokaźną warstwę kory, którą mąż z synem własnymi rękami zbierali w zaprzyjaźnionym tartaku.
    Jedynie czego się obawiam i bardzo pilnuję, to ślimaków, tych luzytańskich bezskorupowych, paskudnych rudych, które lubią sobie zamieszkać właśnie pod włókniną. Póki co ubiegłego lata wcale ich nie było w okolicach naszej posesji.
    Pozdrawiam serdecznie. :)

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Najlepszą metodą na ślimaki wszelkiego rodzaju jest jeż w ogrodzie. Zje wszystkie, razem z robaczkami i chrabąszczami. :) Dziękuję za miłe słowa na temat mojego ogrodowania. :) Pozdrawiam Cię serdecznie

  8. Wanda

    O pracy w ogrodach się nie wypowiadam, bo się na tym nie znam. Mieszkam w bloku i jedyny mój „ogród”, to po przejściu przez ulicę, szerokie pola. Dla mnie piękny każdy ogród, tak jak Twój i przed zmianami i po zmianach. Podziwiam sam ogród i piękne zdjęcia. Hortensje uwielbiam. Pozdrawiam gorąco:)

    Odpowiedz
  9. EwaJ

    Zrobiłam ten sam błąd z winobluszczem. Przez pierwsze lata byłam zachwycona zieloną ścianą, która jesienią przybierała piękne czerwone barwy. Potem było już tylko gorzej i prawdę mówiąc walczę z nim nadal. Agrowłóknina u nas się sprawdza bo mamy mocno piaszczystą glebę.
    Twój ogród Kasiu wypiękniał a hortensje to bardzo dobra decyzja – sama też jestem nimi oczarowana.
    Przesyłam cieplutkie pozdrowienia.

    Odpowiedz
    1. Palmette Autor wpisu

      Cieszę się, że tak wytrawna jak Ty ogrodniczka utwierdziła mnie w przekonaniu, że podjęłam jednak słuszną decyzję zarówno w temacie winobluszczu jak i hortensji. :) Dziękuję i bardzo ciepło Cię pozdrawiam Ewo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *