Archiwa kategorii: malowane

Wiosenna miniaturka w zawieszce

W minionym roku, ratując święta Alusi, odnowiłam obtłuczoną emaliową zawieszkę, na której miniaturowej powierzchni namalowałam równie miniaturowe różyczki.

recznie malowana zawieszka

Zachęcona uzyskanym efektem, zajęłam się ratowaniem od zapomnienia innej zawieszki, która mimo pięknej oprawy straszyła brzydotą osadzonego w niej kamienia. Po kilku podejściach do tematu i stworzeniu różnych szkiców z pasującymi do srebrnych listków wzorami, szaro-burą powierzchnię oczka ozdobiłam motywem magnolii.

recznie zdobiona zawieszka

Wisior z wiosennym obrazem o średnicy osiemnastu milimetrów wspaniale prezentuje się na tle wszelkich szarości, beżów i nieśmiertelnej czerni.

Czytaj dalej

Manekin z perłami 3D

W czasie wizyty w jednym ze sklepów hobbystycznych wypatrzyłam papierowego manekina na drucianej nóżce. Stał biedaczek wciśnięty w kąt, zakurzony i zapomniany, przysłonięty literami z paper mache. Wyglądał jak zapomniany relikt przebrzmiałych fascynacji i hobbystycznych trendów. Wyjęłam go z półkowej głębi, zdmuchnęłam kurz i pomyślałam, że być może uda mi się zrobić z niego jakąś fajną ozdobę do mojej pracowni.

manekin ręcznie malowany

Po dokładnym oczyszczeniu ze sklepowej warstwy zapomnienia, nabytek dostał „rączki” z haczyków do firanek i „głowę” z drewnianej gałki meblowej. Następnie zabezpieczyłam całość farbą gruntującą i choć pierwotnie chciałam ozdobić go techniką decoupage, pozostałam przy ręcznym malowaniu. Mój manekin stał się panią manekinową, ubraną klasycznie, z wypukłymi perłami namalowanymi za pomocą farby 3D.

manekin na bizuterie

Aktualnie manekin stoi na półce w pracowni, w towarzystwie również ręcznie malowanych prawideł i czeka na zagospodarowanie. Myślę, że idealnie sprawdzi się w roli prezenterki wielkanocnych jajek i bożonarodzeniowych bombek.

manekin i prawidla

Czytaj dalej

Od miniatury do giganta

Czas jakiś temu wczesnym popołudniem, zadzwoniła do mnie Alusia. Osóbka wielce energiczna, tryskająca humorem i mówiąca z prędkością, jakiej nie powstydziłaby się nawet Hanka Bielicka. Jednak tym razem głos wskazywał na to, że moja rozmówczyni chwilowo humor gdzieś zapodziała.
– Nie chcę narzekać, ale mam dziś kompletnego doła. Wyobraź sobie kochana, że wpadłam rano na targ staroci i znalazłam przepiękną zawieszkę na łańcuszek w kształcie jajka. Maleńkie emaliowane cudeńko wymalowane w różyczki, z drobniutkimi złoceniami. Zakochałam się w nim bez pamięci. Musiało być moje! No to targować się zaczęłam i zmęczywszy sprzedającego nabyłam jajeczko za połowę ceny. Wracając do domu widziałam w wyobraźni, jak pięknie prezentować się będzie to cudo na moim dekolcie, wśród koronek bieluchnej bluzeczki i co? I nic z tego! Kompletna katastrofa kochanieńka, ja nie wiem, jak to przeżyję! Moja nowa miłość wypadła mi z ręki i jedna strona zawieszki obtłukła się kompletnie. Emalia odpadła! Różyczki szlag trafił. Nawet nie wiem, gdzie odleciał emaliowy kawałek. Pewnie rozbił się w drobny mak. No to pomyślałam sobie, że w tobie jedyna nadzieja. Ty masz takie zdolne łapki. Ratuj kochana, bo mi Święta całe szlag razem z tą emalią trafi. Już widzę tę grobową atmosferę, męża po kątach chodzącego, bym wyżyć się na nim nie mogła, dzieci w pokojach, by przy stole za krzywo postawiony talerz nie oberwały… No raaaatuj!
Czy po wysłuchaniu takich słów, mogłam zrobić cokolwiek innego, niż ratować Alusię, jej męża, dzieci i Święta, co to szlag miał je trafić, bo jajo emaliowe obiło się, a różyczki ze złoceniami rozsypały w drobny mak? Nie. Nie mogłam. Ale też zupełnie nie miałam pojęcia, jak zabrać się do tego ratowania.
Zawieszka była maleńka, z nierówną po odłupaniu emalii powierzchnią, więc zaczęłam do zeszlifowania reszty powłoki. Następnie maleńkim pędzelkiem naniosłam primer i farbę dobraną kolorystycznie do drugiej strony zawieszki. A później… Później długo zastanawiałam się, czym mam namalować te nieszczęsne różyczki ze złoceniami. W końcu namalowałam je za pomocą cienko zakończonych wykałaczek. A później było jak zawsze – lakierowanie, szlifowanie i znów lakierowanie.
Jest to najmniejsze jajko, jakie do tej pory udało mi się zmalować. Dla zobrazowania Wam, z jakim maleństwem miałam do czynienia, położyłam zawieszkę w pudełku po zapałkach o standardowych wymiarach 53x35x16mm.

zawieszka ręcznie malowana

Uporawszy się z ratowaniem Świąt Alusi, już tak właściwie z rozpędu (bo farby, lakiery i pędzle wciąż malowniczo przewalały się po pracowni) postanowiłam ozdobić kilka większych wymiarowo jaj.
Jako pierwsze zmalowałam a’la kurze jajka drewniane, w jasnym odcieniu żółci, z delikatnymi kwiatkami i kropeczkami.

pisanki zdobione metodą decoupage

Następne były jajka plastikowe o podobnych wymiarach, zdobione za pomocą farb reliefowych, do których przygotowałam skrzyneczkę czekającą na swoje przysłowiowe pięć minut od niemal trzech lat.

skrzynka zdobiona metodą decoupage serwetkowego

pisanki ręcznie malowane

jajka ręcznie malowane

Później zabrałam się za duże styropianowe jajko, na którym postanowiłam namalować własny wzór. Wymyśliłam… Zająca wśród kwiecia, którego pieczołowicie wymalowałam za pomocą pędzli precyzyjnych numer jeden i dwa.

pisanka ręcznie malowana

Dziś w pudełku z przydasiami znalazłam jeszcze cztery takie jajka. I choć nie zdążę pomalować ich przed Świętami, to z pewnością odmaluję je w stylu jajka z zającem.

ozdoba wielkanocna

Na zakończenie dzisiejszego postu, składam Wam Miłe Czytaczki i Mili Czytacze najserdeczniejsze życzenia z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych. Niech przyniosą Wam radość i otuchę, by w sercach Waszych zagościła nadzieja w towarzystwie najlepszych emocji. Niech te Święta będą radosne, rodzinne, pozbawione codziennych trosk, a cukrowy baranek ze święconki niech osłodzi Wam kolejne dni obecnego roku.
Wesołego Alleluja! :)

Czytaj dalej

Obuwniczy garnitur

Choć potrafię czasem nieźle nabałaganić, lubię porządek. Lubię to uczucie, gdy otwierając szafę lub szufladę widzę niezmącony spokój rzeczy. Balans przedmiotów spoczywających na swoim miejscu, w towarzystwie kolorowych woreczków pachnących ziołami. Niestety, by utrzymać tę harmonię (przy cyklicznie zjawiającej się zdolności do tworzenia rozgardiaszu), raz na jakiś czas muszę „wpaść do szafy” i spróbować ogarnąć panujący tam chaos.

Ta nierówna walka pomiędzy umiejętnością tworzenia bałaganu, a chęcią życia w porządku jest niekończącą się historią. Historią w której udział biorą różne ciuszki fatałaszki z torebkami i butami na czele.
Czy znacie to uczucie, gdy szukając konkretnej pary butów okazuje się, że jest schowana w pudełku stojącym na najwyższej półce, pod dwoma lub trzema innymi kartonami? Czy wyciągając ulubione obuwie zdarza się Wam pomyśleć: „kurczę, miałam włożyć w nie prawidła i zapomniałam”? Bo mi owszem, bo mi tak. A jak już zdarzy mi się o tym pamiętać, to nagle nie mogę znaleźć prawideł, które wcześniej przewalały się niepotrzebne po całej szafie. Biorąc pod uwagę to wszystko nikogo chyba nie zdziwi, że resztki lawendowych zbiorów wykorzystałam do uszycia pachnących „wypełniaczy”.

zapachowe woreczki do obuwia z suszoną lawendą

Uszyłam również trzy woreczki na klapki ozdobione tkaninowymi szyldami. Pomysł takich naszywek chodził po mojej głowie od dawna za sprawą Qrki, która robi takie cuda blaszane.

woreczki na prawidła

Przy okazji porządków z butami natknęłam się na zapomniane prawidła, które straszyły jakimś nieokreślonym odcieniem zieleni. Przerobiłam je więc po swojemu, nadając im wygląd nawiązujący do szalonych lat 20-tych.

ręcznie malowane prawidła

Obuwniczych porządków nastał kres. Teraz mogę oddać się radości z powodu odzyskanej harmonii… do następnego „wpadnięcia do szafy”. ;)

Czytaj dalej

Dodatki do przytulnej kuchni

Zamiast kolejnych prac w klimacie bożonarodzeniowym dziś prezentuję przedmioty przygotowane na wymiankę z Dysią z Dysiakowa, która obdarowała mnie naszyjnikiem i broszką z lnu i bursztynów. W ramach podziękowań za piękny prezent stworzyłam (z myślą o jej przytulnej kuchni) „personel pomocniczy”, czyli komplet dozowników na mydło i płyn do zmywania naczyń.

dozowniki do kuchni ręcznie malowane

Czytaj dalej